Kibice Łódzkiego Widzewa są załamani ostatnimi wynikami, jakie osiąga nasz klub. Większość domaga się zmiany trenera, ale czy sytuacja jest tak zła, jak my kibice ją odbieramy.
Mimo wszystko nadal uważam, że trener Kaczmarek to najlepsza w tej chwili osoba, jaka może zasiadać na ławce Widzewa. Żeby nie było tak kolorowo, to oczywiście mam kilka zarzutów do trenera (może kiedyś na konferencji odpowie nam dlaczego tak się dzieje).
Niezrozumiała była dla mnie zmiana w ostatnim spotkaniu z siedemdziesiątej czwartej minuty. Szkoleniowiec zdejmuje z boiska napastnika, Rafała Wolsztyńskiego, a wprowadza na nie zawodnika o inklinacji defensywnej, Marcela Gąsiora. Gdyby to Widzew był w strefie spadkowej, a Elana liderem, gdybyśmy grali w Toruniu, to bym zrozumiał. Walczymy o remis, każdy punkt jest ważny. Jednak sytuacja w tym spotkaniu była diametralnie odwrotna. To Widzew jest liderem, to Elana walczy o utrzymanie, to my gramy u siebie w „Sercu Łodzi”. W takiej sytuacji, przy remisie to zdejmuje się defensywnego zawodnika i wprowadza kogoś o usposobieniu ofensywnym. Jeżeli Wolsztyński nie dawał rady kondycyjnie to należało wprowadzić za niego ofensywnego zawodnika. Na ławce siedział Robert Prochownik, który ma jeszcze wiele braków, ale nie można mu odmówić zaangażowania. Może i zacząłby robić „dużo wiatru” na boisku, ale dzięki temu zrobiło by się więcej miejsca na boisku dla innych.
Irytujące jest także, wychodzenie na boisku z jednym napastnikiem. Słychać, że Robak nie strzela wielu bramek z akcji. Ale w przypadku naszego kapitana wystarczy, że on jest na boisku. Swoim doświadczeniem potrafi związać dwóch, a czasami nawet trzech zawodników drużyny przeciwnej, a następnie jednym zagraniem otworzyć koledze z zespołu „autostradę” do bramki. Bałem się, przed rozpoczęciem sezonu, że Marcin Robak będzie „gwiazdorzył” i Widzew podpisze umowę z pewną firmą od batoników, aby nasz kapitan mógł co jakiś czas coś zjeść i przestać gwiazdorzyć. Na szczęście sytuacja na boisku jest diametralnie inna. Robak gra pod zespół, nie zachowuje się jak klasyczny napastnik, który w polu karnym nie widzi nikogo innego, tylko próbuje zdobyć bramkę. Wydaje się, że jest to doskonały zawodnik na pozycję cofniętego napastnika, który będzie królem asyst.
Niestety nie widzę w naszych zawodnikach chęci „zniszczenia i wdeptania w trawę” rywala. Łodzianie po zdobyciu bramki całkowicie odpuszczają (no czasem przez jeszcze kilka minut atakują), nie „rzucają się do gardła” rywala. Za czasów Franciszka Smudy (chodzi o czasy, kiedy Widzew zdobywał Mistrzostwo Polski) było to nie do pomyślenia. Nie ważne, czy Widzew wygrywał 2:0, czy 3:0 zawodnicy musieli atakować, walczyć zdobywać kolejne gole. Tak, nie te czasy, nie tacy zawodnicy. Wtedy mieliśmy najlepszych zawodników w Polsce. Teraz mamy …. najlepszych zawodników w II lidze, więc można oczekiwać, że Widzew będzie dominował w spotkaniach w lidze. Niestety tak nie jest.
A teraz trochę faktów. Runda jesienno-wiosenna zakończyła się po dwudziestu kolejkach. Gdy piłkarze rozpoczynali rundę rewanżową tabela występowała następująco:
Widzew – 43 pkt.
Górnik Łęczna – 42 pkt.
GKS Katowice – 40 pkt.
Teraz po dwudziestu dziewięciu kolejkach sytuacja jest następująca:
Widzew – 55 pkt.
Górnik Łęczna – 55 pkt.
GKS Katowice – 51 pkt.
Będący wiceliderem Górnik zniwelował punktową różnicę do Widzew i zrównał się z Czerwono-Biało-Czerwonymi. Dwa pierwsze zespoły awansują, więc nie istotne jest to, czy Widzew awansuje z pierwszego czy drugiego miejsca (aczkolwiek zdecydowanie lepiej to wygląda, jak się wygrywa ligę). Łodzianie zwiększyli przewagę nad trzecim GKS Katowice z trzech do czterech punktów.
Mimo iż zespoły z czołówki grają fatalnie nadal są na górze. Dlaczego się tak dzieje? Odpowiedź jest bardzo prosta. Będąca obecnie na szóstej pozycji Bytovia ma zaledwie siedem punktów przewagi nas strefą spadkową. Pięć kolejek do końca i może się zdarzyć, że zespół z Bytowa może zamiast walki „o awans” może za chwilę znaleźć się na dwunastej, trzynastej pozycji i spoglądać nerwowo za siebie. Tabela jest spłaszczona i poza Gryfem i Legionovią, które już pożegnały się z ligą wszystkie pozostałe zespoły o coś walczą.
Na pewno, my kibice Widzewa mamy w głowie poprzedni sezon, który zakończył się fatalnie i Łodzianie nie awansowali na zaplecze Ekstraklasy. Sądzę, że w tym sezonie się to już nie powtórzy i jednak Widzew awansuje. Zawsze byłem, jestem i będę optymistą. Będę wierzył do końca, dopóki jest matematyczna szansa.
Pamiętajmy – „Czy wygrywasz, czy nie …”.